Norbertanki

Dodano 24 marca 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Na przystanku tramwajowym przy Norbertankach na Salwatorze* te same osoby o tej samej porze czekają na te same tramwaje – ja na szóstkę a dziadek na rauszu na jedynkę – tramwaje odjeżdżają co dziesięć mnut, czasu jest niewiele, więc dziadek od razu się przysiada i zaczyna opowiadać; tak dowiaduję się, że ma czworo dzieci, każde mieszka w innym mieście, to sam spędza Wigilię, bo żona umarła, ale ma kolegę, a ten kolega ma psa, wyszkolił go i teraz jak daje mu komendę „idziesz albo nie”, to pies idzie albo nie.

* w Krakowie

 

Wino i krew

Dodano 18 marca 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

dla Józefiny Bransch – Walczak z wyrazami podziwu

Dzieciństwo ma dostatnie, niewinne i beztroskie jak na obrazach Balthusa. Bona uczy ją języka niemieckiego i gry na pianinie, a niania zabiera na przejażdżki na kucyku wokół pagórków korków od wina. Nic nie zapowiada katastrofy. Kilkanaście lat później córka przedwojennego fabrykanta wina pójdzie sprzedać krew, by utrzymać się przy życiu.

 

Skrót myślowy…

Dodano 13 marca 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

-”Wzięłabyś sobie jakiegoś psa. Bo ja umrę. I kto cię pochowa?”

 

Twarzą do ściany

Dodano 9 marca 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Gdy wysiadłam z auta, a mój pies najpierw zwymiotował a potem rzucił się na kurę sąsiada, od razu zorientowałam się, że coś się stało i nie jest to wina psa. – Nie zgadzam się, żeby pies spał w pokoju – mruknął właściciel. – Wobec tego wyjeżdżam – oznajmiłam. Pokusa zdobycia pieniędzy za dwutygodniowy pobyt okazała się jednak większa – mogę zostać z psem, ale nie wolno mu spać w łóżku. Wprowadziłam się z psem do pokoju. Pies wprowadził się do łóżka. Następnego dnia właściciel zaczął pić. Rozpoczęło się niewinnie, tak jak u mnie w domu, od piwa. Jego żona popatrywała to na niego, to na mnie. Coś się stało. Kolejnego dnia zobaczyłam, że on leży odurzony na werandzie domu a ona śpi pod drzewem w ogrodzie – w południe wzięła środki nasenne – ustawiłam nad nią parasol od słońca. Niejasne poczucie winy nie dawało mi spokoju. To o mnie chodzi? Kogoś im przypominam? Gdy po tygodniu wyczerpującego picia  właściciel wrócił do piwa, wiedziałam już, że następuje przesilenie i kryzys mija, jak u mnie w domu. Powoli oswajaliśmy się ze swoją obecnością. Wtedy zaczęła płakać jego żona, najpierw nad nim a potem nad sobą. Przyniosła album z rodzinnymi fotografiami: – To nasza córka, mieszka pani w jej pokoju. Popełniła samobójstwo… Namaluje nam pani jej portret? Na zdjęciu zobaczyłam brunetkę z dzieckiem w ramionach. Nie była bardzo podobna do mnie, ja nie jestem wysoka, nie mam niebieskich oczu i nie noszę okularów… Wróciłam z psem do Krakowa. Namalowałam portret córki. Na moim portrecie była silna i pełna życia. W tle domalowałam widok z okna werandy domu, w którym ja spędziłam dwa tygodnie a ona miała spędzić całe swoje życie, to dla niej rodzice wybudowali ten dom. Obraz został dostarczony parę dni później. Rozpakowała go żona. Rozpłakała się. Mąż rozpłakał się chwilę później. Dziękują – usłyszałam – Ale na razie nie mają siły na niego patrzeć. Odwrócili twarzą do ściany.

 

Opowiadanie obrazu

Dodano 3 marca 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Przyglądam się stylizowanej fotografii – mężczyzna i kobieta, oboje w kapeluszach od słońca, swobodni i rozbawieni. Kobieta śmieje się, unosząc podbródek. Mężczyzna uśmiecha się pod siwiejącym wąsem. On siedzi przy stoliku w atelier, a ona składa dłonie na jego ramieniu – drobne, delikatne, długopalce – stoi obok zawinięta w szal. Za plecami obojga panoszą się łodygi dziwacznych roślin, spomiędzy wielgachnych liści sączy się nikłe światło, urywek nieba domyka mroczne tło. Kobieta spogląda w obiektyw. A mężczyzna? Patrzę na jego lewe oko – prawe wydaje się puste, patrzę na prawe – lewe wygląda na niewidzące, prawe oko nosi ślady amatorskiego retuszu. Rozkładam kredki olejne, układam w pudełkach, porządkuję. Kredki mają grubość małego palca, cudownie pachną, są łamliwe i kruche, uginają się, gdy zbyt mocno zaciskam na nich palce, a podczas upałów albo pod rozgrzanym reflektorem – jak teraz –  na ich powierzchni perli się oleisty pot i zatłuszcza papierowe koszulki, w które są zawinięte. Kocham te kredki tak samo jak rysowanie nimi. Siedzę przy stole i rysuję podwójny portrecik. Jest maleńki, mniejszy niż kartka z zeszytu, ciepły i niedosłowny, bo złożony z niedopowiedzeń i z domniemywań. Wieczorem, gdy oglądam portret już ukończony, dzieje się coś nieoczekiwanego – odkrywam, że to nie oni, choć fizyczne podobieństwo nie pozostawia wątpliwości. Zaczynam od nowa – otwieram pudełka z kredkami, zapalam lampę nad stołem, przyglądam się fotografii. Drugi portret rysuję dotąd, aż kobieta stanie przy mężczyźnie, a nie obok niego, tak jak w życiu – murem. Nocą kończę, oprawiam rysunek w passe-partout i pakuję do twardej koperty. Kredki układam w pudełkach do następnego razu. Dowiem się potem, że kobiecie spodoba się mój podwójny portrecik. Mężczyzna nie zobaczy go nigdy – nie widzi od dwudziestu lat. „Ale to nie jest problem” – usłyszę – „Ona mu go opowie”.

 

Marianna

Dodano 28 lutego 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Maturzystka precyzuje temat swojej dyplomowej prezentacji z malarstwa: „Przekrój ogólny zmartwień codziennych”.

Marianno, chyba nie zostawisz mnie samej w tej szkole?!  :-|

 

Drzwi

Dodano 23 lutego 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Czwarte piętro bez windy. Widzę noski swoich butów gdy mijam kolejne piętra. Ostatnie. Szukam kluczy w kieszeni. Nieruchomieję z uniesionym ramieniem. Lita ściana. Moich drzwi nie ma. Moich drzwi nie ma!

(sen straszny) 

 

Emerytura

Dodano 18 lutego 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Nie spieszyć się z niczym. Nigdy. Nigdzie. Z nikim. Patrzeć na obłoki, jak płyną i płyną. Ptaków o świcie słuchać a wieczorem Bacha. Zachwycać się pilnie. W skupieniu. Żarliwie. 

Tak mi dopomóż ZUS i wszyscy święci. 

(inwokacja zainspirowana traumatyczną wizytą w ZUS-ie)

 

Idę do dentysty

Dodano 16 lutego 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

Bezkresne pole intensywnie pachnącego rzepaku, cienka ścieżka pośrodku jaskrawożółtego wzgórza, na ścieżce drobniutka kilkuletnia dziewczynka z bolącym mleczakiem w drodze do dentysty – to ja. Nie pamiętam już dlaczego szłam sama, pamiętam natomiast, że się bałam, choć nigdy wcześniej u dentysty nie byłam. Powiem, że gdy przyszłam, to drzwi były zamknięte – wymyśliłam naprędce ze strachu – i wrócę do domu. Ale gdy dotarłam do dentysty, drzwi nie były zamknięte – to poczekam, aż będą, wtedy nie skłamię, nie wolno kłamać… Nie miałam jeszcze zegarka i nie wiedziałam, która godzina, więc czekałam, aż dentysta zamknie gabinet. Prawie się udało – dentysta okazał się być dentystką, z ręką na klamce odwróciła się i zobaczyła moją opuchniętą buzię… – A ty co tu robisz, dziecko? – zapytała, i posadziła mnie na fotelu, i kazała otworzyć usta, i zanim zamknęłam oczy zobaczyłam, że coś chowa przede mną za plecami… W drodze powrotnej już mi niestraszny był ani rzepak, ani dziwny opuszczony dom z jednym oknem. W tym oknie zobaczyłam zachwycającą papierową laleczkę i o niczym innym już nie myślałam.

 

Szczęście

Dodano 11 lutego 2017, w Bez kategorii, przez Krystyna Juszczak

-”Jestem szczęśliwa. Pławię się w szczęściu. Wy nie macie tak?”